środa, 11 września 2013
rdzawa ballada
róża w chochoł owinięta
załamuje dłonie.
dobiegają ciche nuty.
grają - lecz nie dla niej.
chochoł tępo w dal spogląda,
rozwichrzona słoma.
jak figura groteskowy
w tle cienie jabłoni.
na weselu trza być w butach!
bosa róża płacze.
łkanie utopiła w nutach
- nie śmiała inaczej.
już przeczuwa, że jej płomień
zważy ziąb o świcie,
jak serdeczne myśli kobiet,
które studzi życie.
nagle cisza. nikt nie tańczy
tanga, pasodoble...
w dal odeszli muzykanci
- ku odległej grobli.
róża cudem nie odżyje,
bo natury prawem
czerwień płatków w rdzę się zmienia
nim zapadnie w trawę.
załamuje dłonie.
dobiegają ciche nuty.
grają - lecz nie dla niej.
chochoł tępo w dal spogląda,
rozwichrzona słoma.
jak figura groteskowy
w tle cienie jabłoni.
na weselu trza być w butach!
bosa róża płacze.
łkanie utopiła w nutach
- nie śmiała inaczej.
już przeczuwa, że jej płomień
zważy ziąb o świcie,
jak serdeczne myśli kobiet,
które studzi życie.
nagle cisza. nikt nie tańczy
tanga, pasodoble...
w dal odeszli muzykanci
- ku odległej grobli.
róża cudem nie odżyje,
bo natury prawem
czerwień płatków w rdzę się zmienia
nim zapadnie w trawę.
kategoria:
lirycznie z rymem
|
2
X skomentowano
wtorek, 3 września 2013
Turnus
Zegar kwiatowy w Ciechocinku
krzyczał barwami, że już pora
na to i owo... Pan Anatol
ruszył na podbój z sanatorium.
Tuż przy fontannie, gdzie łabędzie
białe i czarne brylowały,
oczami wodził po ławeczkach
- tam kuracjuszki przysiadały.
Łypał na lewo i na prawo,
aż wychodziły oczy żabom.
Dostrzegł kobitkę w kwiecie wieku
i z kwieciem w lnianym kapeluszu.
- Ta w sam raz dla mnie – wnet pomyślał.
Nie brakło panu animuszu.
Wyprostowany, pierś do przodu,
na ustach uśmiech numer cztery...
i oczywiście - te skuteczne
powtarzać w myślach jął bajery.
Krok juz wydłużył, zmrużył oczy
i do kobitki dzielnie kroczy.
- Dzień dobry. Pani tak samotnie
w Zdrojowym Parku...? Czy to znaczy...,
że los nam kazał się tu spotkać,
turnus dla dwojga nam wyznaczył?
Tam niedaleko Jaś z Małgosią
w fontannie – tej dla zakochanych
nas do kompanii zapraszają ...
Czy jakieś szanse mam u pani?
Głowę uniosła kuracjuszka:
Azaliż jestem to ja wróżka?!
Walizki muszę rozpakować.
Dopiero wczoraj tu zjechałam.
Pięć dużych stoi w przedpokoju,
podręczna torba – całkiem mała.
Dzisiaj wieczorek zapoznawczy
- tańce i liczne panów grono...
Tak mi mówiły koleżanki,
że na parkiecie gęsto ponoć.
Ja pana nie znam, skąd mam wiedzieć,
czy przyjdzie nam tu razem siedzieć?!
Czy gadać dalej, ciągnąć wątek?
Anatol nieco się pochylił.
Szepnął coś w uszko kuracjuszki
(obiecał? – kroku nie pomyli?!)
Nieważna kwestia. Ważny efekt.
Już idą razem ramię w ramię.
Do tężni, potem do kafejki,
by lepiej poznać się przy kawie.
Ważne: nie powie nikt, że ciapa,
co tylko Ischias u wód złapał!
Pani nie powie: turnus mija,
a ja na ławce wciąż niczyja!
krzyczał barwami, że już pora
na to i owo... Pan Anatol
ruszył na podbój z sanatorium.
Tuż przy fontannie, gdzie łabędzie
białe i czarne brylowały,
oczami wodził po ławeczkach
- tam kuracjuszki przysiadały.
Łypał na lewo i na prawo,
aż wychodziły oczy żabom.
Dostrzegł kobitkę w kwiecie wieku
i z kwieciem w lnianym kapeluszu.
- Ta w sam raz dla mnie – wnet pomyślał.
Nie brakło panu animuszu.
Wyprostowany, pierś do przodu,
na ustach uśmiech numer cztery...
i oczywiście - te skuteczne
powtarzać w myślach jął bajery.
Krok juz wydłużył, zmrużył oczy
i do kobitki dzielnie kroczy.
- Dzień dobry. Pani tak samotnie
w Zdrojowym Parku...? Czy to znaczy...,
że los nam kazał się tu spotkać,
turnus dla dwojga nam wyznaczył?
Tam niedaleko Jaś z Małgosią
w fontannie – tej dla zakochanych
nas do kompanii zapraszają ...
Czy jakieś szanse mam u pani?
Głowę uniosła kuracjuszka:
Azaliż jestem to ja wróżka?!
Walizki muszę rozpakować.
Dopiero wczoraj tu zjechałam.
Pięć dużych stoi w przedpokoju,
podręczna torba – całkiem mała.
Dzisiaj wieczorek zapoznawczy
- tańce i liczne panów grono...
Tak mi mówiły koleżanki,
że na parkiecie gęsto ponoć.
Ja pana nie znam, skąd mam wiedzieć,
czy przyjdzie nam tu razem siedzieć?!
Czy gadać dalej, ciągnąć wątek?
Anatol nieco się pochylił.
Szepnął coś w uszko kuracjuszki
(obiecał? – kroku nie pomyli?!)
Nieważna kwestia. Ważny efekt.
Już idą razem ramię w ramię.
Do tężni, potem do kafejki,
by lepiej poznać się przy kawie.
Ważne: nie powie nikt, że ciapa,
co tylko Ischias u wód złapał!
Pani nie powie: turnus mija,
a ja na ławce wciąż niczyja!
kategoria:
satyrycznie z rymem
|
0
X skomentowano
sobota, 13 lipca 2013
Obziecanki - villanella w gwarze kurpiowskiej (próba)
Kurpsianka sła bez psiaski, bo dróske zgubziła.
a nóski niała bose - zadeptała kurpsie.
Stasiek ich jej nie wyplótł, choć naobziecywoł,
gdy zianek mu dawała s ksiatków, co jej zrywoł.
Płakała Kurpsianecka, psygzewało słońce.
Bez psiaski sła pses butków. Dzieś dróske zgubziła.
Usiadła na kamnieniu. Śloska na nos spływo.
Toć godał, ze s kurpsiami da serce goronce!
Ze dla niej ono bije... Po cóz obziecywoł?
A psiasek tylko ciepły jej sekret ukrywoł,
ze płace za te ksiatki, co rosły na łonce.
Pses Staśka bez te psiaski! Ze dróske zgubziła...
A Stasiek pewno innej ksiatuski juz zrywo,
a ona mu zianusek podaje do roncek.
W kułak śnieje sie z dziewki, płonno obziecywoł!
Płakania mus poniechać - dziewka umyśliła.
Naleść kogo lepsego, wyzbyć sie boloncek.
Kurpsianka, choć bez psiaski, choć dróske zgubziła,
ślozy obetse po tym, kto naobziecywoł.
a nóski niała bose - zadeptała kurpsie.
Stasiek ich jej nie wyplótł, choć naobziecywoł,
gdy zianek mu dawała s ksiatków, co jej zrywoł.
Płakała Kurpsianecka, psygzewało słońce.
Bez psiaski sła pses butków. Dzieś dróske zgubziła.
Usiadła na kamnieniu. Śloska na nos spływo.
Toć godał, ze s kurpsiami da serce goronce!
Ze dla niej ono bije... Po cóz obziecywoł?
A psiasek tylko ciepły jej sekret ukrywoł,
ze płace za te ksiatki, co rosły na łonce.
Pses Staśka bez te psiaski! Ze dróske zgubziła...
A Stasiek pewno innej ksiatuski juz zrywo,
a ona mu zianusek podaje do roncek.
W kułak śnieje sie z dziewki, płonno obziecywoł!
Płakania mus poniechać - dziewka umyśliła.
Naleść kogo lepsego, wyzbyć sie boloncek.
Kurpsianka, choć bez psiaski, choć dróske zgubziła,
ślozy obetse po tym, kto naobziecywoł.
kategoria:
villanella
|
2
X skomentowano
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Kategorie
- a tak plagiatuja!!!!!!!!! (1)
- absurdalia (13)
- aforyzmy (9)
- autorskie recytacje (4)
- bajkolandia - wiersze da dzieci (10)
- Cykl liryczny "Mój świecie" (7)
- Cykl monologów: Skype me! (17)
- cykl: Trudne kobiety (10)
- erekcjato (7)
- fraszki (8)
- limeryki (22)
- lirycznie z rymem (168)
- proza (32)
- Przeklad(y) (5)
- recenzje - słowa wstępne (2)
- satyrycznie z rymem (40)
- tautogram (5)
- teksty piosenek (41)
- villanella (5)
- w miniaturze (59)
- wiersze wolne i białe (213)
- z rymem (53)
Archiwum
- czerwca (1)
- września (3)
- lutego (2)
- kwietnia (1)
- marca (1)
- października (2)
- sierpnia (3)
- lipca (3)
- czerwca (5)
- maja (1)
- kwietnia (4)
- marca (1)
- lutego (2)
- stycznia (13)
- grudnia (8)
- listopada (12)
- października (14)
- września (18)
- sierpnia (14)
- lipca (2)
- czerwca (4)
- maja (2)
- kwietnia (3)
- marca (9)
- lutego (2)
- stycznia (3)
- grudnia (1)
- listopada (4)
- października (1)
- września (6)
- sierpnia (5)
- lipca (7)
- czerwca (11)
- maja (10)
- kwietnia (33)
- marca (21)
- lutego (6)
- stycznia (11)
- grudnia (13)
- listopada (6)
- października (12)
- września (11)
- sierpnia (20)
- lipca (10)
- czerwca (1)
- maja (13)
- kwietnia (19)
- marca (17)
- lutego (17)
- stycznia (16)
- grudnia (11)
- listopada (2)
- października (1)
- września (8)
- lipca (1)
- czerwca (8)
- maja (9)
- kwietnia (14)
- marca (7)
- lutego (8)
- stycznia (14)
- grudnia (12)
- listopada (13)
- października (10)
- września (10)
- sierpnia (1)
- lipca (8)
- czerwca (4)
- maja (6)
- kwietnia (10)
- marca (17)
- lutego (4)
- stycznia (10)
- grudnia (12)
- listopada (8)
- października (17)
- września (28)
- sierpnia (6)
- lipca (5)
- czerwca (11)
- maja (15)
- kwietnia (59)
Obsługiwane przez usługę Blogger.


