niedziela, 1 stycznia 2017

Mój świecie VII

Mój świecie! Zmieniasz mnie u schyłku
roku. Nadzieje mi malował -
jesienią, jak czerwone liście;
u progu zimy - pierwszym mrozem.

Mój świecie, zmieniasz - mnie i siebie.
Choć ziemia zmarznąć nie zdążyła,
jak ja. I chociaż nie powinnam,
w uczucia wyższe chucham. Siły

daj mi, gdy świat mój się wymyka
w korowód tańcem kołysany...
Choć nie mam nawet płakać po kim,
nie znaczy, że łzy nie wezbrały

za cieniem świata, który odszedł.
Szukając ciepła, pod powieką -
tę, która parzy - zaraz otrę
i pójdę w dal, by już nie czekać.

na dowód

stanie się co nam pisane
choćby wiatrem na kominie
może w gwiazdach
może na wodzie

stanie się
zanim przeminie
i nim piasek się przesypie

chwyćmy ziarnka - one życiem
choćby uwierały w bucie -
pokochajmy to odczucie

które daje nam dowody
"jesteś / jestem"
"życie? życie!"

moje buty

tyle do popełnienia głupstw!
choć “głupstwo” - nietrafione słowo.
wszystko mi mówi - zrób coś, zrób,
choćby stukali palcem w czoło
i przesądzali - “brak rozsądku
w tym absurdalnym z gruntu wątku”.

pan A: 
patrz przeto, z czego chleb!

pani B: 
nie bierz się za to, moja droga.
fałszywy krok i co? na łeb!

pan C: 
przeceniasz siły, brniesz w utopię.

pani D: 
jak chcesz pod rynnę - do cna zmokniesz!

(...)

a “głupstwo” - nietrafione słowo;
więc nie kupuję! wnoszę sprzeciw!
bez rynny można się utopić,
nawet gdy wody nie uświadczysz.
wszystkim literom alfabetu
z uporem powiem: moje głupstwa!
i życie moje, no i buty,
i rynna - pełna, albo pusta,
jak los, kręcony w szklanej kuli.
chwycę i może mnie przytuli
wbrew rozsądkowi. chociaż raz!
miast siebie, rozczaruję was.

Obsługiwane przez usługę Blogger.